Nawet wybitnie wolne łącze i brak dostępu do internetu nie tłumaczy moich błędów ortograficznych (muszę się przyznać, że mam dysortografię – wszystkich wrażliwych z góry przepraszam
Moje wrażenia po 2 tygodniach pracowania na projekcie w Kenii – “lekkie” rozczarowanie ośrodkiem – jadąc do centrum medialnego salezjan na wszchodnią Afrykę wszyscy spodziewali się przynajmniej dobrego łącza internetowego. gdyby nie komputery Pawła i Ivana wcale nie moglibyśmy się kontaktować ze światem – stary komputer w recepcji został ostatecznie odłączony ze względu na awarię.
Oczywiście nie przyćmiło to uroku Kenii – podczas podróży do wioski masajskiej, w której z Pawłem realizowaliśmy materiał o obrzezaniu kobiet (ja także przeprowadzałąm wywiady do radiówki z poligamii), zobaczyłam po raz pierwszy dzikie stada zebr oraz dwie wielkie małpy – chyba orangutany. Sama wioska – tradycyjne chaty, orientalne stroje, mili ludzie i dzieciaki proszące o zrobienie im zdjęć setki razy, biegające za pośpiesznie oddalającymi się do swojej pracy wolontariuszami
Obrzezanie – dla większości (nawet kobiet) to nie problem – wg nich seks potrzebny jest do prokreacji, nie przyjemności. Tylko jedna młoda dziewczyna przyznała w zacienionej chacie na osobności, że tego nie chce.
Marysia


















